Zbiory jabłek na finiszu

Najpierw byli stłuczeni na kwaśne jabłko przez chińską konkurencję, teraz mają kwaśne miny przez niskie plony. Kto nie zainwestował latem w kosztowne opryski, teraz zbiera niewiele lub zostawia owoce na drzewach, bo są tak złej jakości, że nie opłaca się po nie sięgać.

Nikt nie spodziewał się w tym roku takich pustek w sadach. Drzew, które uginałyby się od nadmiaru owoców, z pewnością nie było wiele.

W sklepach i na targowiskach są za to ceny owoców wyższe niż w ubiegłym roku.

Powody do narzekania mają zarówno konsumenci, jak i sadownicy. Jan Kasprowicz z Czernikowa w swoim kilkunastohektarowym sadzie największe straty poniósł przez trzykrotne gradobicie.

Jan Kasprowicz, Czernikowo: jabłka są gorszej jakości, mniejsze. Będę musiał je sprzedać za niższą cenę, czyli same straty.

W niektórych sadach producenci nie zbiorą prawie nic; w innych – 1/3 tego, co w ubiegłym roku.

Alina Klimkiewicz, sadownik z Wtelna: niby na drzewach jest sporo, ale jak do chłodni wszystko jest przewożone, to widać, że jest tego mało.

Krystyna Kościuszko, sadownik z gminy Koronowo: mam tak mało owoców i tak słabej jakości, że ratuję się sprzedażą na miejscowych targowiskach, nie daję owoców do przetwórni, bo za taką jakość to co ja zarobię.

Na dodatek owoce na wielu plantacjach są porażone przez choroby grzybowe. Rolnicy uważają, że winna jest temu nie tylko pogoda. W ubiegłym roku zakłady przetwórcze płaciły według nich za mało, dlatego wielu sadowników w tym roku nie było stać na środki ochrony roślin.

Małgorzata Kołacz, specjalistka ODR Minikowo: w wyniku niekorzystnej aury, gospodarze musieli zwiększyć zabiegi przeciwko parchowi i chorobom grzybowym, ponieśli koszty, a i tak są stratni.

Ubędzie też z kieszeni konsumentów, bo dla nich finał tej sytuacji jest równie pesymistyczny – wyższe ceny jabłek i więcej owoców z importu.

Maria Sikora/OTV Bydgoszcz Redakcja Rolna TVP