Zmodyfikowane strefy

Ekolodzy biją brawo, naukowcy pukają się w głowę. Chodzi o wielkość tzw. stref buforowych oddzielających uprawy GMO od tradycyjnych roślin. W niektórych wypadkach są one liczone nawet w kilometrach. To rozwiązanie wyjątkowe i niespotykane nigdzie na świecie.

I tak zgodnie z projektem rozporządzenia ministerstwa rolnictwa odległość między zmodyfikowaną kukurydzą, a tą konwencjonalną ma wynieść pół kilometra. Dla kukurydzy ekologicznej odległość ta rośnie już do jednego kilometra. W przypadku innych roślin strefy buforowe są jeszcze większe. Zwolennicy biotechnologii ostro krytykują ten pomysł.

Adam Koryna – Koalicja na Rzecz Nowoczesnego Rolnictwa: nie ma z naukowego punktu widzenia uzasadnienia żeby te strefy tak wyciągać. Potwierdzają to praktyki krajów sąsiednich. Czesi mają dwadzieścia kilka metrów, Niemcy czterdzieści kilka.

Gdyby takie rozwiązanie stało się obowiązującym prawem mogłoby „kuchennymi drzwiami” wprowadzić zakaz upraw GMO w Polsce.

Robert Gabarkiewicz – „Zielona Biotechnologia w Europie”: jest to obostrzenie, które spowoduje jeszcze większe odejście od biotechnologii, ponieważ w naszych warunkach, w gospodarstwach małych te warunki nie będą mogły być spełnione, nawet przez duże gospodarstwa.

Ale zdaniem ekologów tak duże odległości między uprawami GMO, a konwencjonalnymi są jak najbardziej uzasadnione. Bez tego nie będziemy w stanie kontrolować rozwoju roślin genetycznie zmodyfikowanych.

Łukasz Supergan – Greenpeace Polska: wystarczy jeden silny wiatr i pyłek rośliny, nawet bardzo ciężki pyłek przedostaje się na odległość wielu kilometrów.

Ale naukowcy nie potwierdzają tych obaw. Owszem pyłki z roślin GMO mogą się przenosić na wiele kilometrów. Ale nie stwarza to żadnego poważnego zagrożenia.

prof. Andrzej Anioł, Instytut Hodowli i Aklimatyzacji Roślin: pyłek traci swoją żywotność bardzo szybko w warunkach światła słonecznego, promieniowania UV to są dziesiątki minut. Bez tego to jest pół godziny, tak więc pyłek, który martwy dotrze niema żadnego znaczenia przy pyleniu.

Dlaczego więc rząd chce wprowadzić przepisy, które nie mają żadnego uzasadnienia naukowego. Ministerstwo środowiska, które jest autorem nowej ustawy o GMO nie pozostawia wątpliwości co do swoich intencji.

Janusz Zaleski – wiceminister środowiska: chcielibyśmy, żeby te odległości, między uprawami genetycznie zmodyfikowanymi a tradycyjnymi były jak największe. Mówiąc wprost. Nie zamierzamy ułatwiać życia producentom roślin genetycznie zmodyfikowanych.

Nowa ustawa o organizmach genetycznie zmodyfikowanych jest już w Sejmie. Prace nad nią powinny się rozpocząć po Świętach Wielkanocnych.

Witold Katner Redakcja Rolna TVP