Problemy sadowników nie dają spokoju

Lepiej pryskać i potem żałować niż żałować, że się nie pryskało – w tym roku to wyjątkowo prawdziwe powiedzenie. Bo sprzedawać jabłka będą tylko ci, którzy nie szczędzili pieniędzy na środki ochrony.

W tym roku niektóre sady wyglądają tak… a inne tak… Jak widać jedni będą mieli co zbierać, inni nie mają nawet po co wchodzić do sadów. Powodów jest co najmniej kilka.

Zbigniew Tomaszewski – Mazowiecka Izba Rolnicza „Myślę, że okres zimy i nawet kilka lat temu były spadki temperatur do -30 kilku stopni spowodowały, że drzewa są osłabione”.

Dlatego drzewa, które w ubiegłym roku wydały rekordowe plony w tym odpoczywają.

Roman Winnicki – Karolów Rybnowski „W ubiegłym roku mieliśmy mniej jabłek, to w tym roku ludzie narzekają, że jest mało, a u nas trochę jest”. Ale prawda jest taka, że jabłka w tym roku mają tylko ci, którzy dbali o sady.

Janusz Kubiak – grupa producencka Idealsad „Niezależnie od tego czy sytuacja ekonomiczna jest dobra czy zła, czy trzeba pożyczyć na środki produkcji, czy też zostanie pieniędzy z poprzedniego sezonu, każdy wie, że musi żeby ta produkcja wypaliła trzeba po prostu zainwestować”.

Zbigniew Tadeusiak – Karolków Rybnowski „Trzeba było nawet wspierać się kredytem na wiosnę żeby było stać na utrzymanie sadu. Bo sprzedaż z tamtego roku nie wystarczyła na pokrycie kosztów”.

Opryskanie hektara sadu to koszt od ponad 100 do 300 złotych. A w tym sezonie trzeba było wykonać nawet kilkadziesiąt zabiegów. Ale opłacało się.

Zbigniew Tadeusiak – Karolków Rybnowski „Te letnie jabłka na razie ceny nie są takie złe”.

Wszystko wskazuje na to, że wysokie ceny jabłek utrzymają się nawet gdy sezon sprzedaży ruszy na dobre. Pytanie tylko, czy uda się zrekompensować wydatki.

Dorota Florczyk Redakcja Rolna TVP