Na Podkarpaciu zaczęło się winobranie

Choć regionowi daleko do słynącego z winnic i produkcji wina francuskiego Bordeaux czy włoskiej Toskanii to tak już ma się czym pochwalić. Około 150-ciu osób zajmuje się tą ekskluzywną dziedziną rolnictwa. Nadzieję na dobre wino w tym roku popsuła winiarzom pogoda. Jedyne, co może pomóc, to słońce przy zbiorach.

Wyżne, 15 km od Rzeszowa. Na malowniczych górkach kilka lat temu miało powstać osiedle domków jednorodzinnych. A powstała 2-hektarowa winnica.

Paweł Kobosz, nabywca tej ziemi, a zawodowo m.in. developer, oczarowany perspektywą tak malowniczych widoków po prostu… zmienił plany.

Paweł Kobosz: ponad 50% gdybyśmy to stanowią podatki, by można było prowadzić winnice i wprowadzić wino do obrotu potrzeba mieć firmę.

Uprawia 12 odmian białych i czerwonych winogron. Rocznie uzyskuje od 5 do 8 tysięcy litrów wina. Zaś praktyka biznesie pomogła mu zarejestrować winnicę. Jako pierwszy na Podkarpaciu, a czwarty w Polsce Legalnie wprowadził wino do obrotu.

W tym roku winiarzy na Podkarpaciu odstrasza jeszcze coś.

Roman Myśliwiec – prezes Polskiego Instytutu Winorośli i Wina: ten rok jest zły pod względem ilości i jakości.

Roman Myśliwiec z Jasła ma już tylko nadzieję, że chociaż teraz, w czasie zbiorów dopisze pogoda. Efekt jest taki, że owoce mają za mało cukru, co nie wróży dobrego wina. Ani zbiorów…

Dlatego podkarpaccy winiarze wyciskają grona mocniej niż zwykle. A na pocieszenie pozostaje im pogoda ducha, bo ekskluzywne rolnictwo w ich wydaniu zdaje się być bardzo przyszłościowe.

Założenie winnicy wymaga ogromnych nakładów finansowych. Pracochłonna jest uprawa, zbiory i produkcja wina, a sprostanie biurokracji udaje się tylko nielicznym.

Redakcja Rolna TVP