Miłe złego początki

Miały ułatwić życie, tymczasem utrudniają oto dalszy ciąg problemów z funduszami unijnymi. Tym razem wezwania do zwrotu dotacji dostali nawet wykwalifikowani rolnicy. W takiej sytuacji znalazł się Mariusz Chmielak, który prawie pięć lat temu dostał 50 tysięcy złotych unijnych dotacji na tak zwany dobry początek.

Pieniądze bardzo się przydały. Rolnik kupił traktor i ziemię. Do uzupełnienia zostało tylko wykształcenie. Pan Mariusz wiedział, że dyplom z zarządzania to za mało.

Mariusz Chmielak, Kownacice: zrobiłem kurs rolniczy w Siedlcach. Miałem egzamin przed państwową komisją egzaminacyjną zdałem pomyślnie egzamin, myślałem że to wystarczy.

Problem w tym, że kilkumiesięczny kurs urzędników nie przekonuje. Trzeba mieć świadectwo ukończenia średniej szkoły lub dyplom uczelni rolniczej. Zdaniem pana Mariusza i jego ojca takie wymagania są absurdalne.

Mariusz Chmielak, Kownacice: ci co są od urodzenia na gospodarce to wiedzą kiedy jakiego nawozu użyć, kiedy się sieje kiedy zbiera.

Waldemar Chmielak, Kownacice: takim gospodarstwem zarządzanie jak nasze, które w sumie z dzierżawami ma ponad 100 ha to bardziej jest potrzebne niż rolnictwo.

W podobnej sytuacji znajduje się bardzo wiele osób, które skorzystały ze wsparcia dla młodych rolników.

Anna Zawadzka, Kobylany: tytuł zawodowy kwalifikacje rolnik mam, wykształcenie średnie tez mam. Staż w rolnictwie co najmniej trzyletni tez posiadam, no ale komuś to się nie podoba.

A takie traktowanie rolników nie podoba się związkowi zawodowemu, który organizował szkolenia.

Sławomir Izdebski, OPZZRiOR: to nie związek zawodowy wprowadził egzaminy żeby rolnikom pomóc, tylko państwo wprowadziło egzaminy i tytuł zawodowy rolnik wykwalifikowany po to żeby tym rolnikom pomóc. I niedopuszczalne jest to żeby to samo państwo teraz nie honorowało tego co samo spłodziło.

Dlatego za błędy urzędników nie powinni płacić rolnicy.

Sławomir Izdebski, OPZZRiOR: jeżeli te odwołania będą rozpatrzone negatywnie to organizujemy ogólnopolską akcję protestacyjną ponieważ nie jest to problem tylko województwa mazowieckiego i tych 400 rolników, tylko podejrzewam, że jest to problem całego kraju.

O tym jak duży jest to problem przekonamy się niebawem.

Płacili za wiedzę teraz przyjdzie im płacić za jej rzekomy brak dużo wyższą cenę. Pytanie tylko czy ze swojej winy? Bo w gąszczu sprzecznych przepisów gubią się nie tylko rolnicy ale także sami urzędnicy.

Dorota Florczyk Redakcja Rolna TVP