Kto ma owce…

Wełna kiepsko się sprzedaje, kożuchy także, a jagnięcina na polskich stołach to rzadkość. Hodowcy owiec likwidują więc stada. Wręcz w rekordowym tempie owce znikają z dolnośląskiego krajobrazu.

To największe stado polskich merynosów w kraju. Właściciel za wszelką cenę usiłuje utrzymać hodowlę.

Leszek Wojciechowski: rok rocznie do owieczek dokładamy jako firma i to duże pieniądze.

Najtrudniejsza sytuacja jest w rejonach podgórskich i górskich.

Artur Partyka: zostało kilku, no może kilka wiosek. Tutaj zostało nas dwóch. Jeden ma 5 a ja mam kilkanaście i niema.

Nikt nie chce wełny, nawet merynosów. Nikt nie chce też skór na kożuchy. Nawet eksport jagniąt na mięso przestał się opłacać.

Małgorzata Kalbarczyk: ceny na jagnięcinę one praktycznie stoją w miejscu od paru lat.

W ciągu 25 lat pogłowie owiec w kraju spadło z pięciu milionów do zaledwie 223 tysięcy sztuk. Na Dolnym Śląsku zostało niespełna 28 tysięcy owiec.

prof. Piotr Nowakowski: naukowcy ostrzegali, że sytuacja polskiego owczarstwa jest tragiczna. A obecnie ten scenariusz spotkał inne kraju UE.

Na Dolnym Śląsku stada topnieją dwa razy szybciej niż w innych regionach kraju. Rolnicy wybierają to, co przynosi większy dochód – np. hodowle bydła mięsnego.

Jadwiga Jarzębowicz/OTV Wrocław Redakcja Rolna TVP