Kłopoty producentów jabłek

Kolejny rok z rzędu będą się na niej ważyć losy polskiego eksportu. Tym razem kłopoty mają producenci jabłek.

Na razie wszystko przebiega zgodnie z planem. Transporty bez problemu jadą na Wschód. Ale to tylko pozorny spokój. Rosjanie szykują bowiem rewolucje w zasadach kontrolowania owoców i warzyw na pozostałości środków ochrony roślin. Nasze oczekiwania co do berlińskich negocjacji są proste.

Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP: „Przede wszystkim chodzi nam o to, aby eksport do Federacji Rosyjskiej polskich owoców, głównie jabłek był drożny, żeby nie były stawiane polskich sadownikom, polskim eksporterom sztuczne bariery, czy nadmierne bariery. Głównie chodzi o kwestię pozostałości środków ochrony roślin.”

Obecnie badania na pozostałości pestycydów prowadzą trzy akredytowane przez Rosjan laboratoria. Czas oczekiwania na wyniki to od jednego do dwóch miesięcy. Ale Moskwa chce, aby częstotliwość badań znacznie wzrosła. Teraz kontroluje się trzystu tonowe partie jabłek. Po zmianach będzie to dotyczyć praktycznie każdego TIR-a. Eksport zostanie zablokowany, bo na certyfikaty będzie się teraz czekała nawet 12 miesięcy. A do tego znacznie wzrosną koszty takich badań.

Jacek Skoneczny Stowarzyszenie Polskich Eksporterów Owoców i Warzyw: „W przypadku próby 24 czy 25 tonowej aktualnie mówimy o kwocie tysiąca złotych za jeden samochód.”

Sadownicy zwracają także uwagę, że rosyjskie praktyki nie mają sensu. Badania i certyfikaty powinny bowiem dotyczyć nie poszczególnych transportów, ale konkretnych gospodarstw. Bo zużycie środków ochrony roślin jest jednakowe dla całego sadu.

Roman Cybulski grupa producentów „Jabłuszko”: „Pozostałości pestycydów na pewno będą identyczne w każdej kwaterze, czyli tak ja u mnie wystarczy jedna próba i wszędzie jest na pewno to samo. ”

Szacuje się, że w tym roku eksport polskich jabłek na Wschód przekroczy 300 tysięcy ton i będzie dwa razy mniejszy niż przed rokiem. Wszystkiemu winna jest pogoda, która spowodowała, że zbiory są wyjątkowo niskie i nie ma czym handlować.

Witold Katner Redakcja Rolna TVP