Hodowcy świń biją na alarm

Może jeszcze nie dokładamy, ale dochodów już nie ma. Hodowcy świń biją na alarm. Koszty hodowli rosną, a ceny tuczników spadają.

Państwo Pychewicz od 20 lat zajmują się hodowlą materiału genetycznego. Co roku ruch w interesie zaczynał się po żniwach. W tym nikt nie jest zainteresowany kupnem loch czy knurów.

Janusz Pychewicz, Szyszki Włościańskie „Z początkiem żniw gdy się okazało, że zboża bardzo słabe zapotrzebowanie zginęło na materiał hodowlany”.

Rolników to nie dziwi, bo sami ograniczają na ile mogą hodowlę. Każdy stara się utrzymać tyle świń na ile mu wystarczy własnych pasz. Dziwią za to ceny tuczników.

Mirosław Kopeć, Świeszewo „Zboże zdrożało, a cena świń spadała. Odstawiałem we wtorek to 3,7 – 3,8 spadała”.

Większość hodowców przyznaje, że nie ma innego wyjścia. Całkowita rezygnacja z hodowli nie wchodzi w grę.

Maria Pychewicz, Szyszki Włościańskie „Czasami ręce opadają, ale co można zrobić, my jesteśmy już w takim wieku, że praktycznie pracy żadnej nie znajdziemy, poza tym włożyliśmy tu już kawał życia można powiedzieć, no wiadomo, że dzisiaj co będziemy robić”.

Najgorsze jest to, że problem, z którym borykają się hodowcy jest ten sam od lat. Brak stabilnych cen.

Mirosław Kopeć, Świeszewo „Ja tak dokładnie nie liczę bo jak by dobrze policzył to by już dawno zwinął interes, ale jakby powyżej 4 złotych było cały czas całym rokiem to by się opłacało”.

Janusz Pychewicz „W granicach 4 złotych to jest pokrycie kosztów, a jeżeli będzie wyższa to są dopiero zyski”.

Na razie hodowcą nie pozostaje nic innego jak zaciskać pasa. Ilu z nich powie w końcu pas?

Dorota Florczyk Redakcja Rolna TVP